Połykaj ze mną również na facebooku

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Sałatka warzywna z grzankami

Dawno mnie nie było. Przepraszam. Część z Was pewnie zna moją historię z aparatem. Dla tych co nie znają, krótka relacja usprawiedliwiająca przerwę w blogowaniu:

Wybierając się na wakacje pożyczyliśmy od kumpla autko.
Autķo w piątek po południu w drodze powrotnej zastrajkowało. Zastrajkowało na skrzyżowaniu gdzieś w Warszawie. Po uiszczeniu niemałej opłaty odholowali je 300 metrów dalej do warsztatu.
Nie wiadomo było ile potrwa naprawa, ale wiadomo było że tanio nie będzie.
Zdezorientowani wzięliśmy z samochodu piesę, dokumenty, aparat i zastanawialiśmy co dalej ze sobą począć.
Na szczęście przygarnęła nas znajoma weganka. Napoiła nas piwem, wypchała nasze brzuszki pysznym jedzonkiem i takie tam.
Ale wiadomo ,,ryba i goście na trzeci dzień śmierdzą", szczególnie że goście nie wzięli sobie z autka czystych ubrań na przebranie.
Dlatego nie ukrywam, że bardzo ucieszył nas telefon z warsztatu (w sobotę po południu), że awaria ogarnięta i możemy zabierać autko. Odetchnął też z ulgą właściciel samochodu (a i zapewne nasza zbawicielka).
Stres zszedł.
Z bólem serca zostawiliśmy odpowiednią kwotę w warsztacie, wsiedliśmy do samochodu, przytuliłam pieseczka i ruszyliśmy umordowani stresem i przygodami do domku.
Szanowny małżonek w końcu postanowił, że najwyższa pora zrzucić fotki na kompa. A tu pupa, Nikodema (imię naszego aparatu) wcięło jak Bolka trampki przed meczem.
Podejrzewamy, że w warsztacie oprócz pieniążków zostawiliśmy też Nikodema.
Pan z warsztatu oczywiście twierdzi, że żadnego aparatu w życiu na oczy nie widział, ale niestety to jedyne miejsce gdzie mogliśmy go zostawić.
Zwariowaliśmy. Biuro rzeczy znalezionych, gumtree, olx, wszelkie warszawskie grupy ogłoszeniowe. Wszędzie zostawiłam ogłoszenia. Nasza kochana zbawicielka Madzia rozkleiła też ogłoszenia w pobliżu rzeczonego warsztatu. Tydzień ogłoszeniowego szaleństwa.
Wiedzieliśmy, że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy i trzeba się w końcu pogodzić ze stratą.
I teraz najlepsze:
Tydzień temu Małżonek odbiera telefon. Pan z serwisu rzecze: ktoś oddał aparat.
Nikodem wrócił do domu.

Dzisiaj przepis na przepyszną sałatkę, której zdjęcie zalegało na aparacie od jakiś dwóch miesięcy i szczęśliwie (tak jak i inne zdjęcia) przetrwało całą przygodę.

Składniki: 
  • 1 czerwona papryka
  • 1 krucha sałata
  • 10 oliwek (ja preferuję zielone)
  • 5 kromek razowego chleba
  • 2 ząbki czosnku
  • 5 orzechów włoskich
  • 3 łyżki oliwy z oliwek (lub innego oleju który stosujecie)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • natka z pietruszki
  • sól i pieprz
Przygotowanie: 

Przygotować grzanki:
Kromki chleba podpiec na patelni na oliwie/oleju. Natrzeć rozgniecionym czosnkiem i pokroić w drobną kostkę.

Przygotować warzywa i orzechy:
Oczyścić z pestek i pokroić w kostkę paprykę, umyć i poszarpać na małe kawałki sałatę, pokroić w cząstki pomidory, orzechy drobniutko posiekać.

Przygotować sos:
Do naczynia wlać sok z cytryny, odrobinę wody,oliwę, sos sojowy, dodać sól i pieprz. Dokładnie wymieszać. 

Wymieszane w salaterce przygotowane warzywa, grzanki, oliwki i orzechy zalać sosem, wymieszać i udekorować pietruszką.

autorstwa Agnieszki Olędzkiej.


Smacznego!