Połykaj ze mną również na facebooku

niedziela, 21 września 2014

Wygnanie na Weganie, czyli weganujemy w Bieszczadach

Wygnanie na weganie to krótka opowieść o wegańskim jedzeniu na końcu świata, czyli w malowniczych Bieszczadach. Wbrew pozorom nie było w tym nic trudnego. Na wyjazd zapakowaliśmy ze sobą trochę gotowców ułatwiających życie i oszczędzających cenny czas. Zabraliśmy roślinne pasztety, mielonki, tofu itp. Jak się okazało, nie było to nawet konieczne, gdyż w sklepach w Cisnej (gdzie zaczęliśmy swoją przygodę z Biesami) bez większego problemu naszym oczom ukazywały się roślinne gotowce.

I tak na szlak ruszaliśmy z pieczywkiem, roślinnymi smarowidłami, bananami, gorzką czekoladą i piciem.



Po wędrówce każdemu należy się ciepły posiłek i dobre piwo. I tutaj Cisna zrobiła nam miłą niespodziankę. W kultowej podobno knajpie Siekierezada


można było zjeść pyszną zupę z zielonej soczewicy. Nie spotkałam się jeszcze z tym, żeby gdzieś podawano ją w niewegańskiej wersji, ale oczywiście dla wszelkiej pewności szanowny małżonek się o to wypytał. Była wegańska i bardzo dobra.



Kolejnym miejscem wartym polecenia, o którym to dowiedzieliśmy się niestety dopiero pod koniec naszego pobytu w Cisnej, jest Bacówka pod Honem.



Poszliśmy tam z polecenia naszej dobrej koleżanki, która pracowała tam kiedyś i odwaliła kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o roślinne jedzenie (dziękujemy Olga). Na pierwszy rzut oka nie ma tam praktycznie nic dla roślinożercy. Jednak, gdy zapytałam pana, co wegańskiego mogłabym zjeść, odpowiedział mi (bez strojenia głupich min i wywracania gałek ocznych), że praktycznie wszystko z menu może mi zweganizować. Wzięliśmy naleśniki z farszem meksykańskim. Z bólem serca przyznaję, że te naleśniki były lepsze od moich. Były tak dobre, że nie zdążyliśmy ich pstryknąć.

Kilka naszych wędrówek ominęło Park Narodowy i na tych kilku wędrówkach uśmiechały się do nas grzybki,

a że mieliśmy do dyspozycji aneks kuchenny to udało nam się dwa razy zrobić sosik:


(duszone grzybki + cebula + wegeta).

Kolejną miejscowością pieszczącą nasze brzuszki była Wetlina. Początkowo byliśmy nastawieni na Wege Kociołek w schronisku Cień PRLu, ale niestety kociołek nie działał. Szwendając się po Wetlinie natknęliśmy się na reklamę Wiklinowej Zatoki, która polecała dania dla wegetarian i wegan.



Oto co dane nam było zjeść:

Fuczki
Kasza gryczana z gulaszem i ogórkiem kiszonym
Podżarka kresowa
Bliny gryczane w pomidorach
Na kuchni pracuje bardzo miła pani. To prawdopodobnie z jej inicjatywy w menu są opcje wegańskie :).

I dopiero miasto Sanok zmusiło nas do złapania się ostatniej deski ratunku w menu weganina - frytek.

Za rok zdamy kulinarną relację z wegan Mazur.

Z piekarnika (szaszłyki warzywne z ziemniakami)

Z piekarnika na Wojtusia iskiereczka mruga, chodź upiekę Ci szaszłyka uczta będzie długa.

Na dwie porcje potrzebujemy:
  • małego bakłażana
  • małą cukinię
  • jedną czerwoną paprykę
  • jedną żółtą paprykę
  • kostkę tofu (wędzonego lub marynowanego, wg. uznania)
  • olej
  • kg ziemniaków
  • zestaw ulubionych przypraw (mi najwygodniej używać po prostu ,,przyprawy do grilla")
Przygotowanie:

Kroimy w kostkę umyte warzywa i tofu. Wrzucamy do miski z olejem i przyprawami  i zostawiamy je na około pół godziny. Umyte i wytarte ziemniaki (ze skórką), kroimy na dość duże kawałki. W osobnej misce taplamy je w odrobinie oleju z solą i przyprawami (tu bardzo pasuje sól, szczypta słodkiej papryczki i rozmaryn). Piekarnik rozgrzewamy do 180ºC. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia kładziemy nasze ziemniaczki. Na blasze zostawiamy trochę miejsca na szaszłyki. Gdy ziemniaki się pieką można nabijać warzywa i tofu na patyczki do szaszłyków. Po ok. 15 minutach do ziemniaków dokładamy nasze szaszłyki i pieczemy wszystko razem jeszcze około 30 minut.

Smacznego!


Na zakończenie kilka nutek, które za mną chodzą od początku tworzenia tego posta.