Połykaj ze mną również na facebooku

czwartek, 25 kwietnia 2013

Naleśniki z farszem szpinakowym

Pisałam ostatnio, że czas na coś bardziej pracochłonnego.
Muszę Was rozczarować. Nazywam się Surrykatka Leniwa i zrobiłam naleśniki.

Naleśniki robi się szybko, prosto i tanio.

Ciasto
Do ciasta potrzebujemy wodę, mąkę, kurkumę, sól. Popularne mleko (nawet roślinne) i jajko są tylko nic nie wnoszącą stratą pieniędzy.

Naleśniki stały się tak.
 Do garnka wsypałam mąkę pszenną (ponad pół kilo miałam w posiadaniu). Dolewamy wodę i tu pojawia się problem, gdyż nigdy nie leję wody żadną miarką. Odkręcam kran i stwierdzam, że już. Czasem to koryguje mąką, czasem się okazuje, że ,,już" powiedziałam sobie zbyt szybko.

Nie filozofując już:
Mąkę z wodą, solą i kurkumą miksuję dokładnie. Tak przygotowaną masę partiami lejemy na patelnie z rozgrzanym olejem. Najwygodniej nabierać chochlą. Ciasto wylewamy na środek patelni i rozprowadzamy, przechylając patelnię, po całej powierzchni. Smażymy na średnim ogniu z jednej i drugiej strony. Jeśli ktoś nie lubi podrzucać to można naleśnika zgrabnie przewrócić go łopatką.
Z jakiegoś powodu pierwszy naleśnik zawsze jest nieudany. Zjadamy go w kącie z psem, żeby nie było obciachu. 

Pozostałymi naleśnikami otulimy farsz.

Farsz
Do farszu zakupiłam:
  •  świeży szpinak. 2 wiązki, bo jakieś takie małe były
  • Tofu naturalne (tak ten półprodukt)
  • Czosnek
Szpinak trzeba umyć, zblanszować (włożyć na chwilę do wrzątku, bądź wrzątkiem przelać nad durszlakiem) i posiekać.
Posiekany wrzucamy na patelnię z olejem (jego stopień rozgrzania nie ma znaczenia) wkruszamy kostkę tofu, dodajemy posiekane 2 ząbki czosnku, szczyptę soli i pieprzu. Po kilku minutach spędzonych na patelni mamy gotowy farsz.

Farsz  zawijamy w naleśniki jakim kto lubi i umie sposobem. 
Zawinięte naleśniki można jeszcze na chwilę wsadzić do piekarnika (ja dawałam na 7 min i podgrzewałam w temperaturze około 200 stopni), żeby były cieplutkie od góry do dołu i poprzez ich szpinakowe wnętrze.

Powodzenia i smacznego rzecz jasna



wtorek, 23 kwietnia 2013

Klopsy z ciecierzycy

Kolejna potrawa, którą robi się prosto.

Do kulek/pulpetów/klopsów (zwał jak chciał) potrzebne są:

  • puszka ciecierzycy
  • 3 kromki pszennego chleba
  • 2, ząbki czosnku
  • 1 łyżka ulubionych ziół (ja dałam kilka listków świeżej bazylii)

Do pojemnika w którym będziemy blendować:
 Wsypujemy niezbyt dokładnie odsączoną ciecierzycę (będzie nam się z odrobiną zalewy łatwiej blendować), dodajemy pokruszony chleb bez skórki (skórki z chleba możemy ususzyć na tartą bułkę, swoją drogą bułka z chleba brzmi dziwnie, ale trudno ;)), 2 ząbki czosnku, nasze zioła, sól pieprz i miksujemy

Jeśli masa będzie za rzadka  to tarta bułka (nawet jeśli jest z chleba) pomoże nam ją  fajnie zagęścić.

Z tak przygotowanej masy formujemy kotleciki/kuleczki. Kuleczki lądują na blasze wyłożonej papierem do pieczenia lub folią aluminiową. Dobrze jest tą folię bądź papier natłuścić oliwą.

Tak przygotowany zestaw wkładamy do piekarnika nagrzanego do około 20 stopni i pieczemy około 20 minut.

Kulki dobrze sprawdzają się np z makaronem i sosem pomidorowym

Sos się robi bardzo prosto:

Siekamy 2 cebule i ząbek czosnku. Przesmażamy na oleju. Dodajemy suszone oregano lub inna preferowaną przyprawę, dolewamy przecier pomidorowy, doprawiamy pieprzem i solą i to by było na tyle.

Kolejną opcją która nam pasowała do kulek była opcja równie leniwa:
Kasza jaglana+ sos wyżej opisany+ warzywa na patelnie





Chyba czas na coś bardziej pracochłonnego ;)



środa, 17 kwietnia 2013

Rzodkiewka z roszponką, czyli roszpunkowa surówka numer dwa

Urocza, wiosenna i szybka surówka w której roszpunka tuli się z rzodkiewką.

Jak już wiadomo potrzebne będą nam roszpunka i pęczek rzodkiewki, oraz dwa, trzy zielone ogórki, szczypiorek, oliwa, sól.


Sprawa jak i w przypadku innych surówek jest prosta.

Roszpunkę myjemy, jak się komuś chce może ją trochę potargać, ale nie jest to konieczne.

Rzodkiewkę myjemy i kroimy w plasterki

Ogórki myjemy (jak się komuś chce to i obieramy) i kroimy w cieniutkie plasterki

Szczypiorek myjemy i siekamy

Wszystkie składniki należy wymieszać, dolać oliwy, szczyptę soli i mamy wspaniały dodatek do obiadu.


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Surówka z roszponką

Za sześcioma górami, za sześcioma rzekami, za sześcioma lasami rósł sobie owies. Dużo owsa. Opiekował się nim rolnik pijaczyna.
Któregoś ciężkiego poranka postanowił ten owies wydoić. Doiło się ciężko i opornie, ale był bardzo zdeterminowany.
Nadoił 666 litrów mleka. Aż tak silnego miał kaca.
Wypił literek. Z reszty postanowił zrobić śmietanę.

    Tak w skrócie powstała śmietana owsiana. Jej wysoka cena spowodowana jest dużymi trudnościami w trakcie dojenia owsa. Ale warta jest swojej ceny.
I taką, bądź inną śmietanę roślinną (one też mają swoje historie) należy zakupić by zrobić niżej opisaną surówkę.

    Oprócz roślinnej śmietany potrzebne nam będą:
-roszponka (inaczej zwana roszpunką)
-kilka świeżych ogórków
-szczypiorek bądź szczypior (co kto woli)

    Tu ciekawej historii ani filozofii nie ma i nie będzie. Właściwie mogłabym już więcej nic nie pisać, bo każdy chyba wie co dalej robić.

    Jednak napiszę:
Roszponkę, ogórki, szczypior myjemy.
Ogórki jeśli się komuś chce (mi nie, ale taffitowi się chciało) to obieramy.

Ogórki w plastry, szczypiorek posiekać, wrzucić listki roszponki, zalać śmietaną roślinną, wymieszać.
I gotowe.
Nawet solić nie trzeba :)


piątek, 12 kwietnia 2013

Kotlety soczewicowo ryżowe

Tym razem przyszedł czas na obiad bardziej tradycyjny.
Ot pyry, kapucha i kotlet.

Zachciało mi się zrobić, chociaż nigdy wcześniej nie jadłam, kotletów  z soczewicy i ryżu
Gdzieś kiedyś, prawdopodobnie tutaj przewijał mi się podobny przepis. Musiał, nie możliwe żebym sama wpadła na coś tak genialnego.

W swoim surrykacim zwyczaju wzięłam tyle ile mi się podobało czerwonej soczewicy
Swoją drogą śliczna z niej bestia

Pi razy soczewica wzięłam podobną ilość białego ryżu

Ugotowałam je w osobnych garnczkach, osolonej wodzie, aż do utraty tej wody i oczywiście miękkości.
Zrobiły się dwie breje.
 Połączyłam je w jedną breję. Breja była trochę za luźna więc dosypałam tam tartej bułki. Gdy już byłam zadowolona z konsystencji wmieliłam tam dużą szczyptę suszonych pomidorków, pieprzu, dosypałam trochę trochę suszonej cebuli i czosnku.
Z tak przygotowanej masy uformowałam kulki. Kulki rozpłaszczałam na talerzu posypanym tartą bułką.
Z talerza droga jest tylko jedna i prowadzi na patelnię z rozgrzanym tłuszczem.

Nieskromnie napiszę, że kotlety wyszły rewelacyjne.
Następnym razem chyba wykorzystam je do burgerów.
No ale póki co poszły tak jak pisałam, klasycznie, do pyrów i surówki z czerwonej kapusty


czwartek, 11 kwietnia 2013

Surówka z czerwonej kapusty

Zastanawiałam się jaka surówka będzie mi pasować do ziemniaczanych kulek , wygrała czerwona kapusta.

Surówkę robi się bajecznie prosto
  • Poszatkowałam połówkę kapuścianej głowy (i tu w zasadzie było najwięcej zabawy)
  • Starłam 2 jabłka
  • Posiekałam 2 średnie cebule
  • Dolałam nie na oko a do miski oliwy z oliwek
  • Wycisnęłam na to sok z ćwiartki cytryny
  • Delikatnie posoliłam

Po wymieszaniu surówka jest gotowa do spożycia.



.

Muffinki

Wspominałam już o pysznych muffinkach przygotowanych na imprezę przez moją koleżankę.

Wczoraj wieczorem dostałam przepis:

  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 4 łyżki kakao
  • 1 łyżka proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki oleju
  • 1 szklanka wody
  •  cukier waniliowy
  •  olejek waniliowy
Do niepełnej szklanki cukru dodać 1 paczkę cukru waniliowego, a do 1/2 szklanki oleju cały olejek waniliowy.

Najpierw miesza się suche składniki z suchymi, mokre z mokrymi, potem wszystkie razem.

Wlać ciapę do foremek muffinkowych do połowy ich wysokości, można powciskać drobne kawałeczki czekolady.

Piec w temperaturze ok 180 stopni, przez około 25-30 min.

Polewa czekoladowa z 1 gorzkiej czekolady i odrobiny oleju żeby się lepiej rozsmarowywało.

Na wierzch kolorowo- tęczowe cukierki.

Zdjęcie jest niestety z telefonu komórkowego, stąd nie najlepsza jakość.



Ziemniaczane kulki

Ziemniaki, pyry, kartofle. Zaraz do głowy przychodzi człowiekowi Poznań, zwany inaczej Pyrlandią. Ale funkcjonuje też bardziej urocza nazwa ,,Kraina podziemnej pomarańczy".
Naszło mnie więc na podziemne pomarańcze..

Ale tak znowu jeść te pyry jako piure? pyry, surówka i coś tam?
Na szczęście przypomniały mi się przeurocze kuleczki podawane do średnio zjadliwych  obiadów weselnych.
Internet oczywiście wyrzucił mi mnóstwo  kuleczkowych przepisów. Trzeba je tylko było zmodyfikować po swojemu, poddać kuleczki jajecznej, aczkolwiek bezbolesnej i etycznej kastracji.

Kuleczki robi się prosto.

Trzeba w osolonej wodzie ugotować około (o, kwadrat!) kilograma obranych ziemniaków, jak zmiękną to je doprowadzić do stanu piure. w ten stan trzeba dosypać odrobinę mąki  ziemniaczanej i odrobinę maki pszennej.

Odrobina to tyle, żeby się trzymały nie kupy tylko siebie. jak już jesteśmy z naszej masy zadowoleni to formujemy z tej masy kuleczki.
Mi się podobają malutkie, ale to jest dziubdzianina, a że miałam jeszcze do zrobienia surówkę z czerwonej kapusty, oraz kotlety z cukinii, postawiłam na ciut większe.

Kuleczki turlamy w tartej bułce(bez zabawy w panierki ,,mąka- woda" etc; takie jakie są lądują w złocistej bule).

Nasze wyturlane kastratki wrzucamy na głęboki, rozgrzany tłuszcz (tak, żeby choć w połowie były w nim zanurzone).
Smażymy je na złocisty kolor (jeśli nie są całkowicie zanurzone to trzeba je będzie trochę poobracać).

Wyławiamy i delektujemy się widokiem oraz smakiem




sobota, 6 kwietnia 2013

Była sobie biba

Okazji nie było, ale była sobie biba.
Miałam wolne, więc jak przystało na porządną kurę domową pół dnia spędziłam w kuchni, żeby coś fajnego przygotować.

No to przygotowałam miziadło chlebowe, nie wiedzieć czemu wprawiło mnie to w dobry humor.


Włączyłam sobie Meshuggah 
I  znowu pochłoną mnie kuchenny wir. Zrobiłam jeszcze pasztet, oraz ziemniaki w andrucie., szybki i ładny talerz na którym to poukładałam kiszone ogórki, patisony konserwowe, rzodkiewkę, czarne oliwki. Surrykatki lubią też czasem przekąski ,,byle jakie" więc bez zbędnego przemęczania się otwarłam też paczkę orzeszków i paluszki słone.

Bardzo pozytywnie zaskoczyli mnie goście, tak zwani tradycjonożercy. Na imprezę pojawili się z wegańskimi mufinkami, paluchami z ciasta francuskiego oraz przedziwnymi ogórkami z fasolką szparagową Pyszne to było i obiecuję, że wydębię przepisy

Stół na otwarcie imprezy wyglądał tak:


pasztet z zielonej soczewicy

To nie będzie żaden wyszukany pasztet.
Ten post nie zasługuje chyba nawet na miano przepisu. Bo było to tak:


Miałam Ci ja pół kilo zielonej soczewicy. No i trzeba było coś z nią zrobić. No to ją namoczyłam i poszłam spać.
Nie rozpłynęła się, nie zniknęła. Trzeba było działać. Wylałam jej starą wodę, nalałam nową wodę, wsypałam soli i ugotowałam.
Ugotowała się tak, że wody zostało nie wiele, ale na tyle, żeby można było bezpiecznie tam włożyć blender.
Po zblendowaniu miała rzadką konsystencję nie wiadomo czego. Nie myśląc długo albo, co do mnie podobne w ogóle nie myśląc wsypałam tam płatki owsiane i zblendowałam jeszcze raz.
Pięknie zgęstniało.
Wyciągnłełam przyprawy i losowo dospałam:
Oregano, ostrej papryki
Świadomie dosypałam soli.

Taką breję włożyłam do foremek, a te do piekarnika.
250 stopni, pół godzinki i jest bez wysiłkowy, całkiem smaczny pasztet

Zdjęcia wkrótce :)

ziemniaki w andrucie

Przepis z  puszki, zmodyfikowany po surrykaciemu

Potrzeba nam:

*Do farszu
1 kg ziemniaków
2 spore cebule
paczka andrutów (takich wafli okrągłych)
czarny sezam
sól
olej do smażenia

*Do panierki
- mąka zwykłą i ziemniaczana
- mleko sojowe lub woda
- bułka tarta
-czarny sezam

Ziemniaki gotujemy.
Cebulę po skostkowaniu podsmażamy.
Nad gorącymi ziemniakami znęcamy się tłuczkiem aż się z nich zrobi piure.No chyba, ze ktoś ma maszynkę o paskudnej nazwie ,,do mięsa" to może sobie pokręcić i je zmielić. A no i jeszcze przydałaby się naiwna dusza do umycia tej maszynki potem. Za dużo zachodu. Ale wróćmy do ziemniaków bo wystygną. Więc zanim wystygną to wrzućmy tam naszą podsmażoną cebulkę, sypnijmy sobie czarnego sezamu, no i soli

A teraz jedziemy z waflami.
Bierze się taki andrut i zwilża go wodą po czym trzeba rozsmarować na nim masę ziemniaczaną. Wafel zaraz zmięknie. Wtedy go trzeba zawinąć. Zawijamy tak jak naleśnika gdy nie jest on dla gości ;). Zwyczajnie. W rulonik. I tak wszystkie wafle do końca masy. potem trzeba je schłodzić w lodówce, lub  naprędce w zamrażalniku.

Gdy te ruloniki już sobie stężeją to się je plasterkuje. Takie plasterki panierujemy.

Moje panierowanie wygląda tak:
-W naczyniu z niewielką ilością mleka sojowego rozmieszowywuje również niewielką ilość mąki ziemniaczanej, i wrzucam tam troszkę czarnego sezamu
-naczynie obok to talerzyk z mąką oraz odrobiną czarnego sezamu
-ostatnie naczynie to talerzyk z tartą bułką i znowuż odrobiną sezamu.

Plasterki przelatują przez naczynia w wyżej wymienionej kolejności.

Takie wypanierowane smażymy na patelni z olejem do uzyskania złotego koloru.


Zdjęcie dodam dopiero w przyszłości, bo niestety nie ma już co fotografować ;)
W ostateczności można się ich dopatrzeć na zdjęciu zamieszczonym tutaj w prawym górnym rogu stołu

piątek, 5 kwietnia 2013

Uzdatniamy tofu

Zdarza mi się słyszeć komentarze (o tofu naturalnym), że jest wstrętne, że smakuje jak tektura.
Na tofu naturalne trzeba spojrzeć inaczej, jak na półprodukt. Dziś miałam doskonałą okazję ku temu. Po południu mamy gości, a w lodówce tofu ,,sałatkowe", to takie w aluminiowym opakowaniu. Nie nie upadłam na łeb- mam kochającą inaczej teściową.
Ale do rzeczy. Tfu!
Do przepisu.

z szafek i lodówki powyjmowałam:
-tofu sałatkowe
-tofu naturalne (takie w kostce)
-słonecznik (10dk)
-oliwę z oliwek
-musztardę
-ząbek czosnku
-czarne oliwki
-szczypiorek
-przyprawy (sól, pieprz, suszona cebula)
-rzodkiewkę
-listek pietruszki
-blender

W międzyczasie wstawiłam wodę, żeby mieć wrzątek.

I robiłam to jakoś tak:

Do pojemnika w którym miałam blendować wrzuciłam słonecznik, dolałam doń kapkę wrzątku, nie mam pojęcia po co. Tak robiła zaprzyjaźniona blogerka Tutaj
 Dalej wrzuciłam obydwa tofa, (to się odmienia?), łyżkę musztardy, ząbek czosnku, trochę oliwy, przyprawy i pognałam to wszystko zblendować na gładką masę.

Posiekałam pęczek szczypiorku, pokroiłam w plasterki kilka czarnych oliwek. Wymieszałam wszystko, przełożyłam do miseczki, udekorowałam rzodkiewkami i listkiem pietruszki.
Oto efekt końcowy:
Teściowa mnie tofu nie zabije ;)




Brokuł: z Cypru na patelnię

Kapusta szparagowa, zwana potocznie brokułem, ma śródziemnomorskie korzenie. A właściwie korzenia. Znana była w starożytnej Grecji i Rzymie, a pochodzi prawdopodobnie z Cypru. Korzenia brokuła się nie je. Je się kwiatka. 

Brokuł wygrywa z marchewką w kategorii zawartość beta-karotenu na centymetr sześcienny oraz z cytrusami w kategorii zawartość witaminy C. Zaskakujące, prawda?

Kapusta szparagowa jest dobrym źródłem wapnia, fosforu, magnezu i żelaza. W takiej właśnie kolejności.
Jest to więc roślinka, którą warto włączyć do menu wędrowca. Na pewno pomoże w zmaganiach z kolejnymi kilometrami.

Brokułów dzikich podobno nie ma. Jak prawdziwych cyganów. Są tylko hodowlane. Może dlatego są tak  proste w ujarzmieniu. W Polsce ujarzmiono go w XVII wieku.

Oto jeden z wielu sposobów ujarzmienia kwiatostanu i łodyżki kapusty warzywnej:

Przepis (podsłuchany na przystanku tramwajowym na Nowej Hucie):
Się bierze taki brokuł, proszę ja Ciebie, i się go ciacha. Się rozdziela różyczki czy tam kwiatostan, a te łodyżki się obiera ze skórki i plasterkuje. Cieniutko plasterkuje. I tak obrobione warzywo się wrzuca na patelnię. Patelnię z olejem. Patelnię z olejem na ogniu. Bo to brokuł ujarzmiany na patelni.
W tak zwanym międzyczasie można wstawić wodę na makaron. I w ten międzyczas trzeba by jeszcze wcisnąć obrabianie czosnku. Czosnek obrabia się tak, że się go obiera ze skórki i tak obranego plasterkuje.
Ten międzyczas już był na tyle długi, że do gotującej i osolonej wody wrzucamy makaron. A na patelnię te plastereczki czosnku. I tak ten czosnek się z tym brokułem na tej patelni robi. Posolić by go wypadało.
No i jak ta kapusta szparagowa względnie zmięknie i zmięknie makaron, to makaron trzeba odcedzić i wrzucić na patelnię. I jeszcze przemieszać to wszystko razem. Można z oliwą, żeby nie było za suche.
Potem najlepiej przełożyć na naczynie z którego się będzie jadło. No chyba, że ktoś lubi jeść z patelni.
No i to właściwie wszystko.

Brokuł jest ujarzmiony i gotowy do spożycia.


Przepis przeniesiony z Zielonych wędrówek http://zielone-wedrowki.blogspot.com/

Zielone wędrówki (troszkę zapuszczone, ale to się zmieni) zmieniają profil na czysto podróżniczy

Zawijana zucchini z cieciorem

Cukinia to dynia. Dynia odmieniona. Odmieniona nie w karetę jak to bywało w Kopciuszku, a w zielone warzywo. Cukinia która jest dynią i inaczej nazywa się ją kabaczkiem pochodzi z Włoch (zucchini). Cukinia ma jadalne zarówno owoc jak i kwiatki. 

My dziś zajmiemy się owocem. Tym dozwolonym i legalnym, nie zakazanym. Młody owoc niektórym przypomina ogórka. Takiego długiego, z zielonym garniturkiem, ze szklarni.  Większość ludzi jednak się nie myli i wie, że cukinia to nie ogórek. To cukinia. Czyli dynia. Inaczej kabaczek.

Dziś cukinia będzie na oko przypominać śledzia. Nie będziemy jednak kłaść jej na  oko tylko na ząb. Dobrze cukinie położyć na ząb ponieważ rzeczona zdrowa jest.

Zawiera duże ilości cukrów, witaminy C, PP, B1, karotenu, ponadto owoce nie kumulują metali ciężkich. Cukinia jest również źródłem cennych minerałów. Jest bogata w wapń, a także potas.
No, a co najważniejsze to cukinia dyniowato-kabaczkowa smaczna jest niezwykle.

Cukinia wymaga przygotowania. 
Przygotowuje się ją tak:
Jeśli jest młoda to myjemy ją i kroimy w plastry o szerokości kilku milimetrów. Ale kroimy ją wzdłuż, by plastry były jak najdłuższe. Jeśli jest już bardziej dorosła niż młoda to przed podjęciem czynności krojenia obieramy ją. Tę cukinię. Plastry możemy delikatnie przyprawić (u nas były wegecone). Przyprawione  kładziemy na dużą patelnię z olejem i tak blanszujemy chwilę. Blanszowane odkładamy i blanszujemy kolejne i tak do zużycia plastrów.
Zostaną kawałki, które ciężko nazwać długim plastrem. Odłóżmy je na chwilę na bok. Wrócimy po nie.

Cukinia potrzebuje farszu:
Do farszu potrzebne są ziemniaki, ulubione przyprawy, kilka czarnych oliwek.  W tym daniu u nas występowała przyprawa zwana ,,mieszanka przypraw curry” w skład mieszanki wchodzą: kurkuma, kolendra, kozieradka pospolita, imbir, kmin rzymski, sól jodowana, skrobia ziemniaczana, pieprz Cayenne.
Farsz się robi tak:
Ziemniaki , sztuk kilka, gotuje się w osolonej wodzie, odcedza, gniecie. Teraz biegniemy,  chyba że ktoś woli podejść, do tych odłożonych plastrów cukinii. Ściekło z nich sporo oleju. Warto ten olej odzyskać i wlać do ziemniaczków.
Do ziemniaczków dodajemy też ulubione przyprawy. Gnieciemy. Po ugnieceniu dodajemy kilka splasterkowanych czarnych oliwek.
W tym czasie cukinia zdążyła przestygnąć. Teraz trzeba brać po troszkę farszu ziemniaczanego i owijać  go plastrami cukinii. Po zawinięciu wygodnie jest zaszpilić takiego zawijańca wykałaczką.
Zawijańce układamy na blaszce piekarnika, żeby je jeszcze podpiec (ok.15 min - 200-250 stopni).

Cukinia przyjaźni się z ciecierzycą.
 Ciecierzyce do cukinii przygotowywuje się tak:
Moczoną przez noc cieciorkę gotujemy i podajemy z sosem pomidorowym. Sos pomidorowy powstaje tak: koncentrat pomidorowy rozcieńczamy wodą do wybranej konsystencji. Kroimy cebulkę i cukinię, która nie załapała się na plastry – te za małe kawałki, które nie nadawały się do owijania farszu. Podsmażamy i zalewamy sosem. Do wszystkiego wrzucamy ugotowaną ciecierzycę.


Przepis przeniesiony z Zielonych wędrówek http://zielone-wedrowki.blogspot.com/

Zielone wędrówki (troszkę zapuszczone, ale to się zmieni) zmieniają profil na czysto podróżniczy

czwartek, 4 kwietnia 2013

Brukselka z mleczkiem kokosowym

W skład dumnie wkroczą:

400-500 g brukselki (albo torebka mrożonej)
1/2 dużego pora (ja uważam, że jest trujący, ale wszak dziś nie gotuje dla siebie ;))
pomidory suszone w zalewie (kilka połówek do smaku)
1/2 puszki gęstego mleka kokosowego (lub mniej lub więcej, jak kto lubi)
sól
pieprz
czosnek (2, 3 ząbki)

Żeby te składniki wkroczyły trzeba im zrobić pi razy soja tak:

Pomidorki suszone kroimy w kosteczkę  jeśli ktoś nie lubi to w kostkę i podsmażamy na małym ogniu, ale nie bezpośrednio tylko tak na patelni, najlepiej na oleju, w którym siedziały w słoiczku. W tym czasie szybciutko brukselkę i pora kroimy w dość grube plasterki i dodajemy do pomidorków. Dolewamy trochę wody i dusimy kilka minut pod przykryciem. Dodajemy mleko kokosowe - ilość według uznania. Ja dałam pół puszki

Dodajemy zmiażdżony czosnek,sól i pieprz i dusimy jeszcze kilka minut. Mieszamy z ugotowanym makaronem czy z czym tam chcecie i danie jest gotowe do spożycia.

Danie gotowe do spożycia wygląda tak:




Pomysł zapożyczony z naszej niezawodnej Puszki